|
Spotkania Chrześcijan
Przedsiębiorców |
|
|
Katecheza 14 listopada 2009 - Logika daru w gospodarce rynkowej.
Encyklika O integralnym rozwoju ludzkim
w miłości i prawdzie - konkretne wskazania. Logika daru w gospodarce rynkowej. 9.
Miłość w prawdzie caritas in
veritate - to wielkie wyzwanie dla Kościoła w świecie,
w którym stopniowo rozprzestrzenia się globalizacja. Ryzyko w naszych czasach polega na tym, że faktycznej wzajemnej
zależności ludzi i narodów może nie odpowiadać etyczne współoddziaływanie
sumień i umysłów, które w rezultacie mogłoby dać początek rozwojowi naprawdę
ludzkiemu. Jedynie
dzięki miłości, oświeconej światłem rozumu i wiary, możliwe jest osiągnięcie
celów rozwoju bardziej godnych człowieka i go afirmujących. Podziału dóbr i
zasobów, umożliwiających autentyczny rozwój, nie zapewni sam postęp techniczny
i oparte na korzyściach relacje, lecz potencjał miłości zwyciężającej zło
dobrem (por. Rz 12, 21) i otwierającej na wzajemność
w kwestii sumień i wolności. Kościół
nie proponuje technicznych rozwiązań i jest «jak najdalszy od mieszania się do
rządów państw». Jednakże musi wypełniać w każdym czasie i
okolicznościach misję prawdy na rzecz społeczeństwa na miarę człowieka, jego
godności i powołania. Bez
prawdy wizja życia staje się empiryczna i sceptyczna, niezdolna wznieść się ponad
praxis, ponieważ nie szuka wartości - a czasem nawet
znaczenia, które pozwoliłyby ją ocenić i ukierunkowywać. Wierność
człowiekowi wymaga wierności prawdzie, która jako jedyna gwarantuje wolność
(por. J 8, 32) i możliwość integralnego rozwoju ludzkiego. Dlatego Kościół jej
szuka, niezmordowanie głosi ją i rozpoznaje, gdziekolwiek się pojawia. Tej misji prawdy Kościół nie może się wyrzec. Jego
nauka społeczna stanowi szczególny element tego głoszenia: jest ona służbą
prawdzie, która wyzwala. Otwarta na prawdę, niezależnie od tego, z jakiego
źródła wiedzy pochodzi, nauka społeczna Kościoła przyjmuje ją, scala w jedno
fragmenty, w ja‑kich często ją odnajduje i ją
wyraża we wciąż nowym życiu społeczności ludzi i narodów. 21.
Aspekty kryzysu i jego rozwiązań, a także możliwego nowego rozwoju w
przyszłości są coraz bardziej ze sobą powiązane, nawzajem na siebie oddziałują,
konieczne jest ich całościowe zrozumienie oraz dokonanie nowej syntezy
humanistycznej. Słusznie niepokoi nas złożony i trudny charakter
obecnej sytuacji ekonomicznej, ale powinniśmy z realizmem, ufnością i
nadzieją wziąć na siebie odpowiedzialność, jakiej wymaga od nas sytuacja
świata, potrzebującego głębokiej odnowy kulturowej i odkrycia zasadniczych
wartości, na których można budować lepszą przyszłość. Kryzys
zmusza nas do przemyślenia na nowo naszej drogi, do przyjęcia nowych reguł i
znalezienia nowych form zaangażowania, do korzystania z pozytywnych
doświadczeń, a odrzucania negatywnych. W ten sposób kryzys staje się okazją do
rozeznania sytuacji i czynienia nowych projektów. Z
takim nastawieniem, raczej ufności niż rezygnacji, należy stawić czoło obecnym
trudnościom. 32.
Wielkie nowości, jakie ukazuje dziś obraz rozwoju narodów, w wielu wypadkach wymagają
nowych rozwiązań. Trzeba ich szukać razem, w poszanowaniu praw właściwych
każdej rzeczywistości oraz w świetle całościowej wizji człowieka,
odzwierciedlającej różne aspekty osoby ludzkiej, kontemplowanej spojrzeniem
oczyszczonym przez miłość. Zostaną wtedy odkryte szczególne punkty zbieżne i
konkretne możliwości rozwiązań, bez rezygnacji z jakiegokolwiek fundamentalnego
wymiaru życia ludzkiego. Ze
względu na godność osoby i wymogi sprawiedliwości decyzje ekonomiczne,
zwłaszcza dzisiaj, nie powinny prowadzić do powiększania się w sposób
nadmierny i moralnie nie do przyjęcia różnic w posiadaniu bogactw i ponadto
należy dążyć do osiągnięcia uznanego
za priorytetowy celu, jakżm jest dostęp wszystkich do
pracy i jej utrzymanie. Jeśli się dobrze zastanowić, domaga się tego również
«racja ekonomiczna». Systemowe zwiększanie nierówności między grupami
społecznymi w tym samym kraju i pośród ludności różnych krajów, czyli masowy
wzrost względnego ubóstwa, nie tylko prowadzi do niszczenia spójności społeczeństwa,
i tym samym wystawia na ryzyko demokrację, ale ma także negatywny wpływ na
sferę ekonomii ze względu na postępującą erozję «kapitału społecznego», czyli
całego zespołu relacji zaufania, wiarygodności i poszanowania reguł,
nieodzownych w każdym współżyciu obywatelskim. Ponadto
wiedza ekonomiczna mówi nam, że strukturalna sytuacja niepewności rodzi postawy
antyprodukcyjne i prowadzi do trwonienia zasobów
ludzkich, ponieważ pracownik skłania się do biernego przystosowania się do
mechanizmów automatycznych, zamiast dać wyraz swojej kreatywności. Również w
tym punkcie dochodzi do zbieżności między wiedzą ekonomiczną i oceną moralną.
Koszty ludzkie zawsze są także kosztami ekonomicznymi, a złe funkcjonowanie
ekonomii zawsze pociąga za sobą również koszty ludzkie. 35.
Jeśli istnieje wzajemne i ogólne zaufanie. rynek jest instytucją ekonomiczną,
która umożliwia spotka‑nie osób jako podmiotów
ekonomicznych, które regulują swoje relacje posługując się kontraktem i
wymieniają zamienne dobra i usługi, by zaspokoić swoje potrzeby i pragnienia.
Rynkiem kierują zasady tak zwanej sprawiedliwości wymiennej, regulującej ową
relację, opartą na dawaniu i otrzymywaniu, między parytetowymi podmiotami. Jednakże nauka społeczna Kościoła zawsze niestrudzenie
podkreślała znaczenie sprawiedliwości rozdzielczej oraz sprawiedliwości
społecznej dla gospodarki rynkowej, nie tylko ze względu na to, że jest ona
włączona w szerszy kontekst społeczny i polityczny, ale również ze względu na
powiązanie relacji, w których się urzeczywistnia. Rynek
bowiem, kierowany jedynie przez zasadę równowartości wymienianych dóbr, nie
jest w stanie wytworzyć spójnej tkanki społecznej, której sam potrzebuje, aby
dobrze funkcjonować. Bez wewnętrznych form solidarności i wzajemnego
zaufania, rynek nie może wypełnić swojej ekonomicznej funkcji. Dzisiaj tego
zaufania zabrakło, a utrata zaufania jest poważną stratą. 36.
Kościół od zawsze twierdzi, że działalności ekonomicznej nie można uważać za
antyspołeczną. Rynek nie jest i nie powinien się stawać miejscem dominacji
silnego nad słabym. Społeczeństwo nie powinno się chronić przed rynkiem,
tak jakby rozwój tego ostatniego pociągał za sobą ipso
facto unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków. Jest
z pewnością prawdą, że rynek może być ukierunkowany negatywnie, nie dlatego, że
taka jest jego natura, ale dlatego, że pewna ideologia może mu taki kierunek
nadać. Nie trzeba zapominać, że nie istnieje rynek w czystej postaci. Jego
kształt jest odbiciem konfiguracji kulturowych, które go określają i wyznaczają
mu kierunek. Istotnie, ekonomia i finanse będące narzędziami mogąbyć źle używane, jeśli posługujący się nimi ma jedynie
egoistyczne cele. W ten sposób można przekształcić narzędzia ze swej natury
dobre w narzędzia szkodliwe. Jednakże to zaślepiony umysł ludzki powoduje te
konsekwencje, a nie narzędzie samo z siebie. Dlatego nie należy odwoływać się do narzędzia, lecz do
człowieka, do jego sumienia moralnego oraz osobistej i społecznej
odpowiedzialności. Nauka
społeczna Kościoła twierdzi, że można utrzymywać stosunki prawdziwie
ludzkie, zacieśniać więzi przyjacielskie i społeczne, oparte na solidarności i
wzajemności, również w ramach działalności ekonomicznej, a nie tylko poza nią
albo «po» niej. Sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna, ani ze
swej natury nieludzka i antyspołeczna. Należy ona do działalności człowieka, i
właśnie dlatego, że jest ludzka, jako struktura i instytucja musi mieć
charakter etyczny. * Wielkim
wyzwaniem, które stawia przed nami problematyka rozwoju w epoce globalizacji i
które stało się jeszcze bardziej pilne z powodu kryzysu ekonomiczno‑finansowego,
jest pokazanie, zarówno w dziedzinie myśli, jak i zachowań, że nie tylko nie
można zaniedbywać bądź osłabiać tradycyjnych zasad etyki społecznej, takich
jak przejrzystość, uczciwość i odpowiedzialność, ale również, że w
stosunkach rynkowych zasada darmowości oraz logika daru jako wyraz
braterstwa mogą i powinny występować w obrębie normalnej działalności
ekonomicznej. Jest to potrzeba człowieka w chwili obecnej, ale przemawia
za tym również racja ekonomiczna. Jest to potrzeba zarazem miłości, jak i
prawdy. 38. W
epoce globalizacji działalność ekonomiczna nie może abstrahować od darmowości,
która krzewi i umacnia solidarność oraz odpowiedzialność za sprawiedliwość i
dobro wspólne w różnych podmiotach i odgrywających główne role osobach. Ostatecznie
mowa jest o pewnej konkretnej i głębokiej formie demokracji ekonomicznej.
Solidarność oznacza przede wszystkim, że wszyscy czują się odpowiedzialni za
wszystkich, dlatego nie może jej ponosić jedynie państwo. O ile wczoraj można
było utrzymywać, że najpierw należy zabiegać o sprawiedliwość, a na darmowość
jako jej uzupełnienie będzie czas później, o tyle dzisiaj trzeba powiedzieć, że
bez darmowości nie można urzeczywistnić również sprawiedliwości. Dlatego
potrzebny jest rynek, na którym w sposób wolny, w warunkach równych szans będą
prowadzić działalność przedsiębiorstwa, które realizują różne cele
instytucjonalne. Obok nastawionego na zysk przedsiębiorstwa prywatnego oraz
różnego rodzaju przedsiębiorstw publicznych muszą mieć możliwość powstawania i
działalności organizacje produkcyjne, które mają służyć wzajemnej pomocy i
celom społecznym. Z ich wzajemnej konfrontacji na rynku można oczekiwać
swoistego «skrzyżowania» sposobów działania przedsiębiorstw, a więc troski o cywilizację
ekonomii. W tym przypadku miłość w prawdzie oznacza, że trzeba nadać formę
i kształt organizacyjny tym inicjatywom ekonomicznym, które nie negując zysku,
zamierzają wychodzić poza logikę równowartościowej wymiany oraz zysku jako celu
samego w sobie. 40.
Obecna międzynarodowa dynamika ekonomiczna, którą znamionują poważne wypaczenia
i zaburzenia, wymaga głębokich zmian także w koncepcji przedsiębiorstwa.
Zanikają dawne wzory przedsiębiorczości, natomiast
inne, obiecujące modele pojawiają się na horyzoncie. Jednym
z największych zagrożeń, jest niewątpliwie to, że przedsiębiorstwo będzie
uzależnione niemal wyłącznie od tego, kto w nie inwestuje, i w ten sposób
ograniczy swoje znaczenie społeczne. Z uwagi na rozrastanie się przedsiębiorstw i potrzebę
coraz większych kapitałów, coraz rzadziej na ich czele stoi ten sam
przedsiębiorca, który czuje się odpowiedzialny na dłuższą, a nie tylko krótką
metę, za życie i wyniki swojego przedsiębiorstwa, i coraz mniej z nich wiąże
się z jednym tylko terytorium. Ponadto tak zwana delokalizacja działalności
produkcyjnej może powodować, że przedsiębiorca czuje się mniej odpowiedzialny w
stosunku do osób reprezentujących określone interesy, jak pracownicy, dostawcy,
nabywcy, do środowiska naturalnego i szerszej społeczności lokalnej, a bardziej
w stosunku do akcjonariuszy, niezwiązanych z określoną przestrzenią, a więc
odznaczających się nadzwyczajną mobilnością. Międzynarodowy
rynek kapitałów oferuje bowiem dzisiaj wielką wolność działania. Jednak jest
również prawdą, że coraz bardziej powszechna staje się świadomość potrzeby
większej «odpowiedzialności społecznej» przedsiębiorstwa. Nawet
jeżeli nie wszystkie założenia etyczne kierujące dzisiaj debatą nad odpowiedzialnością
społeczną przedsiębiorstwa są do przyjęcia z perspektywy nauki społecznej
Kościoła, faktem jest, że coraz bardziej rozpowszechnia się przekonanie, że
zarządzanie przedsiębiorstwem nie może uwzględniać jedynie interesów jego
właścicieli, ale musi dbać także o wszystkie inne kategorie podmiotów,
uczestniczących w życiu przedsiębiorstwa: pracowników, klientów, dostawców
różnych czynników produkcji i wspólnotę, z którą jest związane. W
ostatnich latach zauważa się, że rośnie kosmopolityczna klasa menadżerów,
często kierujących się tylko wskazaniami akcjonariuszy, którymi na ogół są
anonimowe fundusze, ustalające faktycznie wysokość ich wynagrodzenia. Jednak
liczni są dzisiaj również menadżerowie zdolni do dalekowzrocznej analizy,
którzy zdają sobie coraz bardziej sprawę z głębokich więzi swojego
przedsiębiorstwa z terytorium lub z terytoriami, na których funkcjonuje. Paweł
VI zachęcał do poważnego zastanowienia się nad tym, jaką szkodę może wyrządzić
własnemu krajowi transfer za granicę kapitałów dla wyłącznej korzyści
osobistej. Jan
Paweł II ostrzegał, że inwestowanie ma zawsze znaczenie moralne, a nie tylko
ekonomiczne. Trzeba stwierdzić, że wszystko to zachowuje również
dzisiaj aktualność, chociaż rynek kapitałów uległ wielkiej liberalizacji, a
współczesna mentalność technologiczna może skłaniać do myślenia, że
inwestowanie jest faktem tylko technicznym, a nie również ludzkim i etycznym.
Nie można zaprzeczyć, że pewien kapitał może przynieść dobro, jeśli zostanie
zainwestowany za granicą zamiast w ojczyźnie. Trzeba jednak szanować wymogi sprawiedliwości, biorąc
pod uwagę również to, w jaki sposób powstał ów kapitał oraz szkody dla osób,
jakie przyniesie brak jego wykorzystania w miejscu, w którym został wytworzony.
Trzeba unikać sytuacji, w której wykorzystanie zasobów
finansowych miałoby charakter spekulacyjny i odpowiadało pokusie szukania
jedynie szybkiego zysku, zamiast również utrzymania przy życiu przedsiębiorstwa
na dłuższą metę, przysłużenia się realnej ekonomii i troski o promocję
stosownych i odpowiednich inicjatyw ekonomicznych także w krajach potrzebujących rozwoju. Nie
trzeba też przeczyć, że delokalizacja, kiedy związana jest z inwestycjami i
formacją, może być dobrą rzeczą dla ludności kraju, który ją przyjmuje. Praca i
wiedza techniczna stanowią powszechną potrzebę. Nie jest jednak godziwa
delokalizacja tylko po to, by skorzystać ze szczególnie sprzyjających warunków,
lub co gorsza by wyzyskać
społeczność lokalną, nie wnosząc prawdziwego wkładu w stworzenie mocnego systemu
produkcyjnego i społecznego, który stanowi nieodzowny czynnik trwałego rozwoju. 41. W
kontekście tego, co mówimy, warto zauważyć, że przedsiębiorczość ma i zawsze
powinna mieć coraz bardziej wielostronne znaczenie. Utrzymująca się od dawna
dominacja binomium rynek‑państwo
przyzwyczaiła nas do myślenia wyłącznie o prywatnym przedsiębiorcy typu
kapitalistycznego z jednej strony, a z drugiej o dyrekcji państwowej. W rzeczywistości trzeba rozumieć przedsiębiorczość
wielowymiarowo. Wynika to z serii motywacji metaekonomicznych.
Przedsiębiorczość ma przede wszystkim znaczenie ludzkie, a dopiero potem
zawodowe. Wpisana jest ona w każdą pracę, pojmowaną jako «actus personae», dlatego jest
rzeczą słuszną, aby każdy pracownik miał możliwość wniesienia własnego wkładu,
tak by on sam «miał poczucie, że pracuje 'na swoim'». Nie bez powodu Paweł VI nauczał, że «każdy kto
pracuje, w pewien sposób stwarza» . Właśnie
po to, by odpowiedzieć na wymogi i na godność tych, którzy pracują, oraz zaspokoić
potrzeby społeczeństwa, istnieją różne przedsiębiorstwa, których typy nie
mieszczą się w zwykłym rozróżnieniu tego co «prywatne» i tego co «publiczne».
Każde wymaga i wyraża specyficzną zdolność przedsiębiorczą. Aby urzeczywistnić gospodarkę, która w najbliższej
przyszłości będzie potrafiła służyć wspólnemu dobru krajowemu i światowemu,
trzeba brać pod uwagę to poszerzone znaczenie przedsiębiorczości. To szersze
pojęcie sprzyja wymianie i wzajemnej formacji między różnymi typologiami
przedsiębiorczości z przepływem umiejętności ze świata non profit do świata
profit i odwrotnie, ze świata publicznego do świata znamionującego
społeczeństwo obywatelskie, od świata wysoko rozwiniętych gospodarek do świata
krajów znajdujących się na drodze rozwoju. 43. «Powszechna
solidarność, która jest faktem i dobrodziejstwem dla nas, jest również
powinnością». Dzisiaj wiele osób skłonnych jest utrzymywać, że nie mają
żadnych zobowiązań wobec nikogo oprócz samych siebie. Uważają, że posiadają tylko prawa, i często mają
poważne trudności w dojrzewaniu do odpowiedzialności za integralny rozwój
własny i drugiego człowieka. Z tego
powodu ważne jest zabieganie o nową refleksję nad tym, że prawa zakładają
obowiązki, bez których przeradzają się w samowolę. Jesteśmy
dzisiaj świadkami poważnej sprzeczności. Podczas gdy, z jednej strony, zgłasza
się roszczenia do rzekomych praw o charakterze arbitralnym i zbytkowym, domagając się ich uznania i promocji przez
struktury publiczne, z drugiej strony elementarne i fundamentalne prawa nic są
uznawane i są gwałcone w przypadku tak wielkiej części ludzkości. Często zauważa się zależność między domaganiem
się prawa do tego, co zbędne czy wręcz prawa do wykroczenia i grzechu w
społeczeństwach bogatych a brakiem pożywienia, wody pitnej, podstawowego
wykształcenia czy też podstawowej opieki zdrowotnej w niektórych regionach
świata zapóźnionych w rozwoju, a także na peryferiach wielkich metropolii. 45.
Zaspokojenie najgłębszych potrzeb moralnych osoby ma również znaczne i
korzystne konsekwencje w wymiarze ekonomicznym. Ekonomia bowiem potrzebuje
etyki dla swego poprawnego funkcjonowania; nie jakiejkolwiek etyki, lecz etyki
przyjaznej osobie. Dzisiaj
mówi się sporo o etyce w dziedzinie ekonomii, finansów, przedsiębiorczości.
Powstają ośrodki studiów i programy formacyjne z zakresu etyki biznesu; w
rozwiniętym świecie upowszechnia się system certyfikatów etycznych, w ślad za
ruchem idei powstałym wokół przedsiębiorczości socjalnie odpowiedzialnej. Banki
proponują tak zwane «etyczne» konta i fundusze inwestycyjne. Rozwijają się
«etyczne systemy finansowania», zwłaszcza za pośrednictwem mikrokredytów,
a ogólmej
mikrofinansowania. Procesy te spotykają się z uznaniem i zasługują na
szerokie wsparcie. Ich pozytywne skutki można dostrzec również na słabiej
rozwiniętych obszarach ziemi. Trzeba
jednak wypracować skuteczne kryterium rozeznania, ponieważ zauważa się pewne
nadużywanie przymiotnika «etyczny», który stosowany w sensie ogólnym, może
wyrażać bardzo różne treści, do tego stopnia, że za tym pojęciem mogą kryć się
decyzje i wybory przeciwne sprawiedliwości i prawdziwemu dobru człowieka. Wiele
bowiem zależy od systemu moralnego, do którego czyni się odniesienie. W tym
zakresie nauka społeczna Kościoła wnosi swój specyficzny wkład, którego
podstawą jest stworzenie człowieka «na obraz Boży» (Rdz i, 27). Z tego wynika nienaruszalna godność osoby ludzkiej,
jak również transcendentna wartość naturalnych norm moralnych. Etyka
gospodarcza, która nie brałaby pod uwagę tych dwóch filarów, narażona byłaby
nieuchronnie na utratę swojego szczególnego rysu i poddanie instrumentalizacji:
ściślej mówiąc, zagrażałoby jej, że będzie służyła istniejącym systemom ekonomiczno‑finansowym, zamiast korygować ich
zaburzenia. Między innymi mogłaby usprawiedliwiać finansowanie projektów, które
nie są etyczne. Ponadto
nie należy stosować słowa «etyka» w sposób ideologicznie dyskryminujący, dając
do zrozumienia, że nie są etyczne inicjatywy nieopatrzone formalnie tym
określeniem. Trzeba zabiegać a jest to istotna w tym miejscu uwaga nie tylko o
to, aby powstawały «etyczne» sektory lub działy ekonomii czy finansów, lecz aby
cała gospodarka i system finansów były etyczne, i to nie ze względu na
zewnętrzną etykietkę, lecz ze względu na uszanowanie wewnętrznych wymogów ich
natury. Mówi o tym jasno nauka społeczna Kościoła, przypominając, że ekonomia
ze wszystkimi swymi dziedzinami stanowi sektor działalności ludzkiej. 48. Zagadnienie
rozwoju jest dzisiaj mocno związane również z powinnościami wynikającymi ze
stosunku człowieka do środowiska naturalnego. Bóg dał je wszystkim, a za
korzystanie z niego jesteśmy odpowiedzialni wobec ubogich, przyszłych pokoleń i
całej ludzkości. Jeśli natura, a przede wszystkim istota ludzka są uznawane za
owoc przypadku lub determinizmu ewolucyjnego, świadomość odpowiedzialności
słabnie w sumieniach. Wierzący dostrzega w przyrodzie cudowny owoc
stwórczego działania Boga, z którego człowiek może korzystać w sposób
odpowiedzialny, aby zaspokoić swe słuszne potrzeby materialne i niematerialne z
poszanowaniem wewnętrznej równowagi samego stworzenia. Jeśli brak takiej
wizji, człowiek traktuje naturę jak nietykalne tabu albo przeciwnie dopuszcza
się wobec niej nadużyć. Obydwie te postawy nie są zgodne z chrześcijańską wizją
natury, będącej owocem stworzenia Bożego. /./ Dziś
rozwojowi często szkodzą właśnie tego rodzaju wypaczone przekonania. Całkowite
sprowadzanie natury do zbioru zwykłych faktów staje się ostatecznie źródłem
przemocy wobec środowiska, a wręcz prowadzi do uzasadniania działań, które nie
szanują nawet natury człowieka. Ona to, składając się nie tylko z materii, lecz
również z ducha, i jako taka bogata w znaczenia i mająca do osiągnięcia
transcendentne cele, posiada charakter normatywny również dla kultury. Człowiek
interpretuje i kształtuje środowisko naturalne dzięki kulturze, która ze swej
strony jest ukierunkowana przez odpowiedzialną wolność, wsłuchującą się w
nakazy prawa moralnego. Dlatego projekty integralnego rozwoju ludzkiego nie
mogą nie uwzględniać następnych pokoleń, ale należy kierować się w nich zasadą
solidarności i sprawiedliwoscią między‑pokoleniową,
biorąc pod uwagę wielorakie dziedziny: ekologiczną, prawną, ekonomiczną,
polityczną i kulturową. 14
listopada 2009 Nie wystarcza bowiem sprawiać
wrażenia dobrych i uczciwych; należy takimi być naprawdę. Konferencja prasowa w samolocie,
26 września 2009 podczas lotu do Pragi Wasza Swiątobliwość,
ostatnio ogłoszona Encyklika «Caritas in veritate» odbiła się w świecie szerokim echem. Co
Wasza Świętobliwość o tym sądzi? Czy Wasza Swiątobliwość
jest zadowolony i czy uważa, że rzeczywiście światowy kryzys stał się dla
ludzkości sposobnością, by zastanawiać się nad znaczeniem wartości moralnych i
duchowych, by stawić czoło wielkim problemom przyszłości? I czy Kościół będzie
w dalszym ciągu dostarczał wskazówek w tym sensie? Jestem bardzo zadowolony z tej wielkiej
dyskusji. To
właśnie było moim celem: zachęcić i pobudzić do dyskusji o tych problemach,
nie pozwolić, by sprawy toczyły się dalej utartym torem, ale znaleźć nowe
modele odpowiedzialnej gospodarki zarówno w poszczególnych krajach, jak i dla
całej zjednoczonej ludzkości. Jak mi się wydaje, dziś jest
rzeczywiście widoczne, że etyka nie jest czymś zewnętrznym w
stosunku do gospodarki, która jako technika może funkcjonować niezależnie od
niej, ale jest wewnętrzną zasadą gospodarki, która nie
funkcjonuje, jeśli nie uwzględnia ludzkich wartości solidarności, wzajemnej
odpowiedzialności, a także kiedy brakuje etyki w tworzeniu ekonomii: na tym
polega wielkie wyzwanie tej chwili. Mam
nadzieję, że encyklika do tej dyskusji się przyczyniła. Tocząca się obecnie
debata wydaje mi się obiecująca. Chcemy oczywiście dalej odpowiadać na
obecne wyzwania i przyczyniać się do tego, by poczucie odpowiedzialności było
silniejsze od chęci zysku, żeby odpowiedzialność za innych była silniejsza
od egoizmu; w
tym sensie chcemy również w przyszłości przyczyniać się do tego, by gospodarka
była na miarę człowieka. 27 września - Brno Patrzcie na świetlane świadectwo świętych patronów Moraw Msza św. na błoniach obok
lotniska W pierwszym czytaniu (Iz 61, 1-3a)
prorok mówi, że otrzymał misję głoszenia wszystkim przygnębionym i ubogim
wyzwolenia, pocieszenia, radości. Gdy
Jezus nauczał, nawiązał do tych słów i uczynił je swoimi. Co więcej, powiedział
wyraźnie, że w Nim wypełniła się obietnica Proroka (por. Łk
4, 16‑21). Urzeczywistniła
się w pełni, kiedy umierając na krzyżu i zmartwychwstając, wyzwolił nas z
niewoli egoizmu i zła, grzechu i śmierci. I to jest orędzie zbawienia, stare a
zawsze nowe, które Kościół głosi z pokolenia na pokolenie: ukrzyżowany i
zmartwychwstały Chrystus Nadzieją ludzkości! Te zbawcze słowa rozbrzmiewają z mocą
także dzisiaj w naszym zgromadzeniu liturgicznym. Jezus zwraca się z miłością
do was, synowie i córki tej błogosławionej ziemi, na której przed tysiącem z
górą lat zostało zasiane ziarno Ewangelii. Typ kultury, w jakiej żyje wasz kraj,
podobnie jak inne państwa, jest niejednokrotnie radykalnym wyzwaniem dla wiary,
a zatem także dla nadziei. W rzeczywistości, zarówno wiara, jak
i nadzieja we współczesnych czasach uległy swoistemu «przesunięciu»,
ponieważ zepchnięto je w sferę prywatności i abstrakcji, podczas gdy w praktyce
i w życiu publicznym umocniła się ufność w postęp naukowy i ekonomiczny (por. Spe salvi,
17). Wszyscy
wiemy, że ten postęp ma dwa oblicza: stwarza możliwości dobra, a zarazem
otwiera perspektywy negatywne. Rozwój
techniki i doskonalenie struktur społecznych są ważne i niewątpliwie konieczne,
ale nie wystarczają do zagwarantowania moralnego zdrowia społeczeństwa (por. tamże, 24. Człowiekowi potrzebne jest wyzwolenie z ucisku
materialnego, ale potrzebuje on głębszego wybawienia od wszelkiego zła, które
gnębi ducha. A
kto może go wybawić, jeśli nie Bóg, który jest Miłością i który w Jezusie
Chrystusie objawił swoje oblicze Ojca wszechmogącego i miłosiernego? Naszą
niezawodną nadzieją jest zatem Chrystus: w Nim Bóg umiłował nas do końca i dał
nam życie w obfitości (por. J zo, zo), to życie, które każdy człowiek pragnie zyskać,
niekiedy nawet nie będąc tego świadomy. «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy
utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię». Te
słowa Jezusa, wypisane wielkimi literami nad bramą waszej katedry w Brnie, On
sam kieruje teraz do każdego z nas i dodaje: «Uczcie się ode Mnie, bo jestem
cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych» (Mt r i, 28. 29‑30). Czy możemy pozostać obojętni wobec Jego
miłości? Tutaj,
podobnie jak gdzie indziej, w minionych wiekach tak wielu ludzi cierpiało, by
dochować wierności Ewangelii, i nie stracili oni nadziei; tak wielu ludzi
poświęcało się, by człowiek odzyskał godność, a narody wolność, i znajdowali
siłę do budowania nowej ludzkości w wielkodusznym przylgnięciu do Chrystusa. A przecież we współczesnym
społeczeństwie, w którym tak liczne formy ubóstwa rodzą się z izolacji, z tego,
że nie jest się kochanym, z odrzucenia Boga, i są następstwem tragicznego
zaślepienia człowieka, który uważa, że może sam sobie wystarczyć lub że jego
byt jest jedynie zjawiskiem nieistotnym i krótkotrwałym; w tym naszym świecie,
który ulega alienacji, «kiedy powierza się tylko ludzkim projektom>> (por. Caritas in veritate, 53), jedynie
Chrystus może być naszą niezawodną nadzieją. To
orędzie my, chrześcijanie, powinniśmy szerzyć każdego dnia poprzez nasze
świadectwo. 28 września - Stary Bolesławiec Św. Wacław wzorem świętości dla kierujących losami wspólnot i narodów Msza św. w liturgiczne
wspomnienie św. Wacława W minionym stuleciu - wasza
ziemia była tego - świadkiem doszło do upadku wielu mocarzy, którzy jak się
wydawało, wznieśli się na wyżyny niemal niedosiężne. Nagle
zostali pozbawieni władzy. Wydaje się, że ten kto odrzucił i nadal
odrzuca Boga, a w konsekwencji nie szanuje człowieka, ma łatwe życie i sukcesy
materialne. Lecz wystarczy zajrzeć pod zewnętrzną warstwę, by dostrzec, że te
osoby są smutne i niespełnione. Jedynie ten, kto zachowuje w sercu
świętą «bojaźń Bożą», pokłada ufność także w człowieku i swe życie poświęca
budowaniu świata bardziej sprawiedliwego i braterskiego. Dziś
potrzeba osób «wierzących» i «wiarygodnych», gotowych szerzyć w każdym
środowisku społecznym owe chrześcijańskie zasady i ideały, które inspirują ich
działania. Na
tym polega świętość, będąca powszechnym powołaniem wszystkich ochrzczonych,
która skłania do wypełniania obowiązków wiernie i z odwagą, mając na względzie nie
własny egoistyczny interes, ale wspólne dobro, i w każdym momencie starając się
rozpoznać wolę Bożą. Odnośnie do tego słyszeliśmy w
Ewangelii bardzo jasne słowa: «Cóż bowiem za korzyść mówi Jezus odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał,
a na swej duszy szkodę poniósł?» (Mt 16, 26). W
ten sposób skłania nas do uznania, że prawdziwej wartości ludzkiego życia nie
mierzy się jedynie miarą dóbr doczesnych i ulotnych korzyści, gdyż to nie
rzeczy materialne zaspokajają głębokie pragnienie sensu i szczęścia, które jest
w sercu każdego człowieka. Dlatego
Jezus nie waha się proponować swym uczniom «wąskiej» drogi świętości: «Kto
straci swe życie z mego powodu, znajdzie je» (w. 25). I
zdecydowanie powtarza nam dzisiejszego poranka: «Jeśli kto chce pójść za Mną,
niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje»
(w. 24). Z pewnością są to słowa twarde, trudne
do zaakceptowania i zastosowania w praktyce, lecz świadectwo świętych kobiet i
mężczyzn daje pewność, że jest to możliwe dla każdego, jeśli zaufa i zawierzy
się Chrystusowi. Ich przykład zachęca tych, którzy mówią, że są chrześcijanami,
by byli wiarygodni, to znaczy postępowali zgodnie z wyznawanymi zasadami i
wiarą. Nie
wystarcza bowiem sprawiać wrażenia dobrych i uczciwych; należy takimi być
naprawdę. A
dobry i uczciwy jest ten, kto swoim «ja» nie przesłania Bożego światła, nic
stawia siebie na pierwszym miejscu, lecz pozwala, by był widoczny Bóg. |