Katecheza ze spotkania 11 czerwca 2008 - Kryzysy- jako etapy rozwoju przedsiębiorcy w wierze
Warszawa-Jelonki
czerwiec 2008
Do
użytku wewnętrznego
Katecheza
ks. Wiktora Ojrzyńskiego z
11.11.1995 r. (na podst.
nagrania)
Konferencja nawiązuje do tekstu o świętym Piotrze jako przedsiębiorcy.
Przedsiębiorstwo jakie posiadał św. Piotr - jeszcze zanim był świętym
- czyli kiedy jeszcze nie znał Jezusa -> było przedsiębiorstwem rybackim,
dosyć dobrze prosperującym, bo jak mówi nam tekst Ewangelii, zatrudniał tam
współpracowników.
Wydaje się, że był dobrym fachowcem
na propozycję Jezusa, żeby zarzucił sieci w środku dnia, na środku
jeziora w pełnym słońcu, z politowaniem na niego popatrzył, bo doskonale
wiedział w jaki sposób się łowi ryby.
To co się wydarzyło w tym spotkaniu, to przemiana jakiej doświadczył.
Wtedy kiedy on, kompetentny, fachowiec w swojej dziedzinie, znający się na
wszystkim poszedł za słowem Jezusa odniósł
sukces, którego sam nigdy by nie osiągnął. Całą noc łowił i nic nie złowił,
a na jedno słowo Jezusa: "zarzuć sieci"
- sieci są pełne.
Są tak pełne, że on sam nie może sobie poradzić, musi prosić do współpracy
swoich pomocników.
Przez ten znak Jezus wprowadza go w większy kłopot, niż miał wcześniej,
bo wcześniej troskał się, że nic nie ma, a w tym momencie ma za dużo.
Powstało ryzyko zerwania sieci i zatopienia łodzi. Jest także perspektywa dużych
pieniędzy ze sprzedaży.
W tym momencie, kiedy Piotr ma to wszystko w ręku - Jezus proponuje mu:
"pójdź za mną". Piotr odpowiada na tę propozycję.
Ukażmy teraz kolejny etap życia Piotra, który przeżywał on
już w "nowej firmie" - ponieważ Piotr pozostawił swoją firmę
i wszedł w "firmę Jezusa".
Trzy lata przeżył w tej
firmie, w którą Jezus inwestował - cały czas wkładał w tych ludzi, których
wybrał. Uczył ich tego, żeby mogli podjąć samodzielną działalność.
Dawał im całe zaplecze: sposób działania, zdolności duchowe i moc działania
Ducha.
Byli przez Niego wysyłani, po to, żeby uzdrawiać, żeby wypędzać złe
duchy, po to żeby się modlić za innych.
W tym czasie przeżywali różne kryzysy, jak to bywa z reguły wśród
tych, którzy się uczą i po tych trzech latach docierają do momentu w którym
powinien być pewien owoc.
Oni cały czas spodziewają się tego, że teraz już przy Jezusie, z
Jezusem, mając Jego autorytet, Jego kompetencje, to czym On ich wyposarzył
-> odniosą wielki sukces.
Jest nawet taki moment - kiedy Jezus zaczyna zapowiadać swoje pójście do
Jerozolimy, gdzie będzie zabity, ukrzyżowany, gdzie będzie cierpiał - wtedy
Piotr mówi: " jak to, na ciebie to nigdy nie przyjdzie !".
On nie mógł sobie wyobrazić: jak
to jest możliwe, przecież to jest najlepszy Mistrz -> Ty jesteś Pan.
Zwróćmy uwagę na tekst, który znajdujemy w Ewangelii św. Łukasza.
Chodzi o moment kiedy okazuje się, że cały system, którego spodziewał się
Piotr, cała "firma"
znajduje się w kryzysie - nagle wszystko się wali.
"Schwycili
Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł
z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr
usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego
przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: "I ten był razem z
Nim". Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: "Nie znam Go, kobieto".
Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: "I ty jesteś jednym z
nich". Piotr odrzekł: "Człowieku, nie jestem". Po upływie
prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: "Na pewno
i ten był razem z nim, jest przecież Galilejczykiem". Piotr zaś rzekł:
"Człowieku, nie wiem, co mówisz". I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił,
kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo
Pana, jak mu powiedział: "Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się mnie
wyprzesz". Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał."
Łk
22, 54-62
Zobaczmy to, co przeżywa Piotr w tej "firmie", w której się
w tej chwili znajduje, a która rokowała według niego pełen sukces.
Oto nagle, ktoś niewiele znaczący (bo zauważmy, była to służąca, czyli
nie mogła zagrozić niczym Piotrowi) -
mówi takie proste, niegroźne słowa - właściwie tylko straszy - Piotr nagle
mówi: "to nie ja". Mówi: " ja nie jestem w tej firmie, ja do
niej nie należę". Zapiera się tego, w co tak głęboko się zaangażował,
czym żył, co było dla niego perspektywą jego życia, w czym wydawało mu się,
że właśnie odniesie największy sukces.
Popatrzcie, że i w naszym życiu przychodzą chwile kiedy jest duże
powodzenie, powodzenie, powodzenie - i nagle wychodzą sprawy, które coś
niszczą, załamują, które nagle stawiają nas w niebezpieczeństwie upadku.
Jest jeszcze drugi tekst warty uwagi. To jest przepowiednia zaparcia się
Piotra.
W strategii jaką Jezus obrał dla "swojej firmy", wyraźnie
przewidział pewne etapy życia i rozwoju tej firmy oraz tych, którzy w niej
byli - przygotowując ich do tego, zapowiadając im to i przeprowadzając ich
przez to doświadczenie. Dlatego wcześniej mówił:
Wówczas
Jezus rzekł do nich: "Wy wszyscy zwątpicie we mnie tej nocy. Bo jest
napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę,
uprzedzę was do Galilei." Odpowiedział Mu Piotr: "Choćby wszyscy zwątpili
w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię". Jezus mu rzekł: "Zaprawdę
powiadam ci. Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie
wyprzesz". Na to Piotr: "Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie
wyprę się Ciebie". Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.
Mt 26, 31-35
A więc nie stało się nic niespodziewanego. Jezus wcześniej im o tym
powiedział. Ale czy chcieli tego słuchać ? Czy naprawdę przejmowali się słowami
Jezusa ? On wyraźnie im to powiedział: jaka
będzie droga tej firmy, jak ją chce prowadzić.
To jest coś, czego każdy z nas doświadcza.
Ponieważ na początku zawsze mamy wielki zapał, jakieś wizje, oczekiwania. Każdy
z nas za tym idzie, tego oczekuje, ale trwa to tylko do pewnego czasu.
Wtedy kiedy się to rozwija i jakoś wzrasta, jesteśmy w miarę
zadowoleni i pełni nadziei na uczciwość, na sprawiedliwość, na współpracę
ze wszystkimi, na uczciwe traktowanie pracowników, na to żeby nie wchodzić w
różne kombinacje itd..
Co się dzieje, kiedy przychodzą pierwsze kłopoty, które wymagają od
nas jakiegoś opowiedzenia się, jakiejś decyzji ?
Co się dzieje wtedy, kiedy jesteśmy czymś przyciśnięci ? Kiedy zaczynają
powstawać dylematy, za kim się opowiedzieć ?
Czy ja nadal chcę być uczciwy, tak jak chciałem i jak zapowiadałem to
? Kiedy przychodzą sytuacje wyraźnie podobne do tych, które przeżył Piotr
?; kiedy nagle powodzenie się kończy, albo nagle okazuje się, że to co było
zapowiedzią wielkiego sukcesu, wcale nie realizuje się po mojej myśli.
Nie tylko Piotr zaparł się, tak samo zapewniali Go wszyscy uczniowie:
"my Cię nie zdradzimy".
To była deklaracja lojalności, absolutna, posunięta do radykalnych granic, bo
Piotr mówi: "choćbym umrzeć miał za Ciebie" - i inni to
potwierdzali - a potem taka drobnostka powoduje całkowitą zdradę, całkowite
załamanie.
Co się stało ? Oto zderzyły się dwie rzeczywistości. Zderzyła się
rzeczywistość uczniów dufnych w sobie z rzeczywistością ich słabości i
grzechu. Wcześniej nie słuchali zapowiedzi Jezusa, nie chcieli usłyszeć tego
jak w tym względzie Jezus chciał ich prowadzić i wychowywać. Myśleli po
swojemu.
W momencie, kiedy zaczęły się realizować słowa Jezusa - znowu tego
nie usłyszeli, to było jakby całkowicie obok nich.
Dlatego usunął się im grunt spod nóg. Wcale nie dostrzegli tego, że Jezus
zapowiedział, że tak będzie.
Jezus daje w ten sposób każdemu z nas, każdemu człowiekowi, okazję
do tego:
- żebyśmy tracili grunt pod nogami, ale grunt nie Jego;
- żebyśmy doświadczyli tego, że nie możemy oprzeć się na sobie;
- żebyśmy doświadczyli tego, że każdy sukces i każde powodzenie nie od
nas pochodzi;
- żebyśmy w tym pytali się także, jakby pośrednio -
co z tego wynika, jaki jest cel naszego działania.
Celem firmy Jezusa było zbawienie wszystkich ludzi. On doskonale wiedział
jaką drogą ma się to dokonać, On doskonale wiedział przez co musi przejść
i lojalnie, do końca uczciwie to swoim współpracownikom przekazywał.
Ale czy oni rozumieli ten cel ? Czy oni myśleli tak jak myślał Jezus ? Czy
raczej myśleli tak jak chcieli, żeby się działo: "Nigdy to na ciebie
nie przyjdzie". Przypomnijmy sobie, że Jezus odpowiedział na to Piotrowi
bardzo ostro: "Odejdź ode mnie szatanie. Patrzysz na świat po ludzku, a
nie po Bożemu".
To wydarzenie jest dla nas szczególnym znakiem gdy pytamy się o naszą
drogę i nasz sukces. W drodze do tego, by mogło zrealizować się zbawienie,
które było celem przedsięwzięcia Jezusa, był krzyż, było stracenie
wszystkiego. Zabrali Mu wszystko, odarli Go nawet z szat. Musiał przejść
przez śmierć - ale On może przejść przez śmierć, my sami - nie.
Dlatego gdy na nas przychodzi taki czas -
to jest to kryzys, w którym może się wszystko załamać - tracimy
grunt pod nogami.
Ilu z nas wtedy potrafi się modlić ? Wcześniej tak gorliwi, często
wznoszący ręce do góry i chwalący Pana Boga za powodzenie. A na ile
potrafimy modlić się właśnie wtedy kiedy przychodzi kryzys, kiedy coś
zaczyna być stratą ? Czy wtedy też jesteśmy tak gorliwi w wielbieniu Boga ?
W tym jest także zaproszenie, żeby zobaczyć, że tego rodzaju doświadczenia
nie są doświadczeniami w których zostaliśmy przez Boga opuszczeni. Jezus
zapowiedział to przecież: "wszyscy się mnie zaprzecie".
Zauważmy, że w tej zapowiedzi nie było nic z potępienia. Jezus
nie powiedział: "no wiecie, ja tu w was inwestowałem, a wy co?..."
Jezus mówi do nich z miłością - wcale nie tracąc do nich zaufania, mimo, że
wiedział, że Go zdradzą.
Czyli to było w Jego planach. Zapraszał w ten sposób swoich uczniów
do tego, żeby chcieli wejść w tę rzeczywistość, żeby chcieli ją przeżyć.
Dlatego możemy na tej podstawie stwierdzić, że kryzys to nie
uderzenie w nas, które ma nas zniszczyć: ale jest to pewien dar w naszej
drodze. Dar, który ma przemienić człowieka, spowodować, że będziemy
widzieli naszą rzeczywistość inaczej.
Mamy zacząć postępowć inaczej, ale także inaczej widzieć cel, który przed
nami stawia Jezus. Dotąd zaangażowani w to, żeby odnieść pełen sukces -
tak jak Piotr wcześniej cieszył się pełną siecią ryb i usłyszał
"nie ryby masz łowić, ale ludzi masz łowić". On wtedy
wpełni się w to zaangażował, chciał mieć pełną sieć ludzi, żeby
było widać, że się na coś przydał, że potrafi coś zrobić.
Biorąc pod uwagę cechy charakterologiczne, Piotr był
pasjonatem, jak w coś się angażował - to do końca. Tak samo zaangażował
się do końca - aż trzy razy mówiąc: "nie znam Go, Ja nie z tej firmy
jestem, to nie ja".
Ale różnica pomiędzy kryzysem jaki przeżył Piotr, a kryzysem jaki w
podobnym momencie przeżył jeden z jego współpracowników, jeden z jego współbraci
w "firmie" - Judasz - jest
taka, że Judasz pozostał przy swoim i prawda zabiła go.
A Piotr gorzko zapłakał. Co to znaczy ? To znaczy, że pytał się w
swoim sercu: "Kim dla mnie jest
Jezus ?" i przeżywał to "Kim dla niego jest Jezus", a nie to:
"co ja zrobiłem". Nie wszedł w poczucie winy, które powoduje, że
człowiek sam jak gdyby zabija siebie, ale wszedł w skruchę.
To jest bardzo istotna różnica. Poczucie winy powoduje nasze zamknięcie,
powoduje dystans. Ludzie uciekają wtedy od Boga, bo boją się kary za to, że
coś źle zrobili.
A skrucha działa zupełnie odwrotnie, przyciąga mnie do tego, którego
skrzywdziłem. Bo jeśli jest moim przyjacielem, to chcę mu ulżyć w jego
cierpieniu, być razem w tym. To jest tak jak z matką, której dziecko było
bardzo nieposłuszne, wcześniej krzyczała i była bardzo zła na to, że źle
postępuje, ale kiedy staje mu się jakaś krzywda to je przytula.
W ten sposób przez skruchę bardziej wiążemy się z Jezusem.
Po tym doświadczeniu Piotr był już zupełnie innym Piotrem. Moglibyśmy
krótko powiedzieć: spokorniał.
Już nie był taki pewny siebie, ale był bardziej w sercu przywiązany do
Jezusa. Wcześniej - przez te trzy lata - był człowiekiem z dużą inicjatywą,
bardzo samodzielny a po tym
doświadczeniu stał się bardziej posłuszny.
Jeszcze nie był w pełni Apostołem, bo to zrealizowało się dzięki
Zesłaniu Ducha Świętego, ale wszystko co od tej pory powiedział Jezus, Piotr
wypełniał. Nie było dyskusji tak jak wcześniej. Słuchał Jezusa. Swoją
inicjatywę podporządkował Jezusowi.
Każdy kryzys, nawet taki w którym możemy wszystko stracić, ma
wyraźny cel.
Służy właśnie temu, żebyśmy bardziej uwierzyli, bardziej zaufali,
bardziej zaczęli słuchać Jezusa, nie mieli swoich planów.
Jezus chce, żebyśmy byli kompetentni, żebyśmy byli profesjonalistami,
żebyśmy potrafili naprawdę uczciwie i sprawiedliwie wykonywać to do czego
nas powołuje, ale równocześnie, żebyśmy w pełni zaufali Jemu, żebyśmy w
pełni słuchali tego jak On nas prowadzi.
Wtedy każdy kryzys, nie będzie czymś co nas załamuje i w czym
wszystko tracimy. Każdy kryzys będzie czymś zupełnie odwrotnym, będzie tym
w czym o wiele więcej zyskujemy.
Jest to przedziwny proces. Kto chce dawać, dzielić się
więcej otrzymuje, a kto nie daje
ten traci o wiele więcej, właściwie ponosi same straty . Tego nauczył
się Piotr.
Do tego też wzywa i powołuje Jezus każdego kto odpowiedział na powołanie
do inicjatywy, do zaangażowania w coś, do przedsiębiorczości do
tego by nie zakopał talentu, któryzostał mu dany, ale go pomnażał:
- czy to będzie od razu wielki bank, czy to będzie mała firma, czy to będzie
potrzeba zaczynania znowu od początku.
Te zewnętrzne rzeczy są narzędziem do tego, żebyśmy bardziej zaufali
Jezusowi i doświadczali takich cudów jakie czynił św. Piotr.
Dzieje Apostolskie mówią, że wystarczył cień przechodzącego Piotra, żeby
ludzie zdrowieli, ale to stało się wtedy, kiedy przeszedł przez te wszystkie
kryzysy.